Blog o zdrowiu jest częścią portalu poradnikmedyczny.pl blogi | zdrowie
Wiek nie chroni przed miłością
Mam prawie 50 lat na karku i nieudane małżeństwo. Czy tak musiało być? Chyba nie. A dlaczego do tego doszło? Bo coś w nim zabrakło. To moje przemyślenia i uwagi.
2007-05-24 22:39  życie obok siebie
Żyjemy obok siebie. Wiemy o sobie wszystko, ale czy na pewno?
W poniedziałek przeżyłem chwile grozy. Kruszynka, moja Kruszynka targnęła się na swoje życie.
Poprzedni dzień nic na tonie wskazywał. Poszliśmy jak zwykle spać po północy. Rano wstałem pierwszy, wypuściłem nasze czarne diabły, czyli rasowe kundelki na dwór. Kruszyneczka spała w drugim pokoju, nie było to dla mnie zaskoczeniem, gdyż zawsze kiedy bardzo bolało ją biodro zawsze przenosiła się tam. Coś tam przekąsiłem i położyłem się ponownie. Obudziłem się, a raczej zerwałem z łóżka na równe nogi jak popatrzyłem na zegarek. Nie powiem Wam kochani, która była godzina, bo mi jest po prostu wstyd. Zdziwiło mnie, że ona jeszcze śpi. Ale wytłumaczyłem to sobie ostatnio nie przespanymi nocami. Załwarzyłem, że jeszcze nie piła kawy, więc jej zrobiłem. Przygotowałem dla nas posiłek, bo to nie była już dawno pora na śniadanie. Kiedy nie odpowiadała na moje wołanie zacząłem uderzać po twarzy – brak reakcji. Co dalej - to istny koszmar, zły sen, ale to była prawda. Karetka nie może od razu przyjechać są przy wypadku. Kiedy już dojeżdżali zakopali się. Jak ich wyciągneli musieli jechać inną drogą. Następne nerwy. Jak długo będzie czekała na przyjazd lekarza i nagle znajduję list pożegnalny kierowany do mnie i do córki. Od razu sprawdzam lekarstwa – chyba nic z tych rzeczy, a więc co? Pustka. Wreszcie są: zastrzyk, kroplówka i do karetki. Jadę z nimi, ale zostaję tylko przez chwilę w szpitalu. Zjawia się policja, chcą mnie przesłuchać i zrobić wizję lokalną w domu. Na dodatek śmieszne, ale prawdziwe muszę podpisać się jako oskarżony. Dzwoni córka jest już w szpitalu. Policjanci obiecują, że mnie zawiozą tam. Widzę córkę –zapłakana. Nie dziwię się temu. Ja może tego nie okazuję po sobie, ale jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów. Cały „chodzę”. Nie potrafię myśli zebrać. Cały czas powraca pytanie: dlaczego, a może to ja jestem wszystkiemu winien? Tego się w tedy nie mogłem dowiedzieć. Lekarz, który miał przez kilka miesięcy doczynienia ze mną pozwala nam wejść na salę gdzie leży. Jesteśmy przy niej dwie, może trzy godziny, ju8ż sam nawet nie wiem ile. Wreszcie lekarz mówi nam abyśmy poszli do domu i odpoczęli. Stan jest ciężki, ale stabilny – wyjdzie z tego.
Cała noc nieprzespana. Ale rano ulga - jest od niej telefon. Mówi fatalnie, ale w miarę logicznie. Mają ja przewieść do innego szpitala. Jak usłyszałem gdzie od razu decyzja trzeba załatwić inny. Telefon jeden, drugi. Rozmowa z ordynatorką jest zgoda. Odpowiedź krótka, zwięzła. Jak tylko będzie mogła jechać proszę ją przywieść i powołać się na naszą rozmowę, gdyby mnie nie było. W szpitalu, w którym obecnie się znajduje jest również załatwiony wypis i ustalony dzień wypisu.
Kochani odpowiedzcie mi na proste pytanie: jak można takie głupoty wyprawiać i jednocześnie z uśmiechem na ustach mówić, że się kocha?
Poleć stronę » Wpisz adres email osoby której polecasz stronę:
© 2005-2012 Activeweb Medical Solutions.
Blog o zdrowiu jest częścią portalu www.poradnikmedyczny.pl | zdrowie | kardiologia | ginekologia.