
zdrowie
dla lekarzy:
dla lekarzy:
kardiologia
ginekologia
chirurgia
onkologia
radiologia
genetyka
choroby zakaźne
konferencje

Nie wiem, jaki jest życia sens, nie wiem, co przyniesie dalsza wędrówka... Brnę jednak w zaparte. Na złość wszystkim popaprańcom. | 2006-03-31 18:20 Kompletna porażka Ale teraz już naprawdę. Jak dotąd tylko w domu się chrzaniło. Teraz w szkole doszło do pewnego nieporozumienia, jeśli można to uznać za nieporozumienie, zostałam ja (i moja klasa) nazwana padalcem, że obrażam innych, że bluzgam nauczycieli w sieci... Ciekawe których. Ja nigdy nic tekiego nie zrobiłam, nigdy bym nie pozwoliła sobie żeby obrazić nauczyciela, tym bardziej, że z żadnym nie mam na pieńku i w ogóle nie mam nic do nauczycieli;/ Matko. ostałam ochrzan odpedagoga za to, że założyłam klasową stronę internetową, w której nie było nic napisane o nauczycielach, tylko o naszej klasie. Poczułam sie dotknięta zarzutami, tym bardziej, że ja nic nie zrobiłam, a to, co jest mi zarzucane, popełnili uczniowie innych klas, których nawet osobiście nie znam tylko z różnych opowieści. Już teraz naprawdę zostałam sama. Trudno. Muszę jakoś przetrawac. Jeszcze niech wyrzucą mnie i moją rodzinę na bruk za niezapłacony czynsz i będzie koleny powód do tego, żeby ze sobą skończyć. Oby tak dalej. komentarze: 2 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-29 20:46 Długo nie pisałam... Długo nie pisałam... NIe miałam czasu. Ostatatnio brakuje mi czasu. Jestem wykończona. W poniedziałek: do 13.20 w szkole, potem na miasto, pół dnia chodziłam szukałam dla siebie sukienki na bal. Wtorek: od 8.00 do 15.15 w szkole, na 17.00 siatkówka, na 18.30 próba scholi. Odnowiona po raz piąty kontuzja kolana. Po za tym lipa u pedagoda za coś, czego nie zrobiłam. Dzisiaj: w szkole do 13.20 potem trzygodzinny spacer z przyjaciółkami... Do tego lekcje... Domowe obowiązki... Prawdę mówiąc nie narzekam, bo przynajmniej nie ma mnie w domu i starzy nie mają się mnie o co czepiać.. Chociaż jest jeden "mały" problem: prawie nic nie jem... Dziennie zjadam tylko obiad... Więcej w siebie nie wcisnę, bo chce mi się wymiotować... Jak widzę jedzenie to mnie w środku skręca. Więc nie jem. I nie jestem też głodna. Nie narzekam. Ale nie wiem dlaczego, ostatnio kręci mi się w głowie i robi mi się słabo przy więkzym wysiłku fizyczym. Ale dlaczego, to ja już nie wiem... komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-25 21:46 A ja mam już dość! Staram się... Dzisiaj od rana jestem na nogach. Byłam rano przed 8.00 w piekarni po świeże pieczywo. Zeby rodzice rano nie musieli wstać. Pomogłam bratu zrobić pracę na plastykę... Żeby nie dostał kolejnej "pałki". Tak się staram, już przychodzi moment, że myślę "jest lepiej" i w jednej chwili cały świat się wali. Dokładnie od 2 marca obiecałam sobie, że będzie lepiej, że musi być lepiej... Że pomogą mi Przyjaciele... Niestety... Obcy ludzie są mi bardziej bliscy niż rodzice... Zaczęłam śpiewać w scholi... Zaczęłam częściej chodzić do biblioteki. Zaczęłam nawet kłamać... Tylko po to, żeby się wyrwać z domu. Żeby nie siedzieć w tym WARIATKOWIE... Ale od kilku dni było lepiej... Mijałam się z ojcem, z mamą gadałam o błahostkach, starałam się nie kłócić z bratem... Myślałam, że już coś wraca do normy... Myślałam, że może się ułoży... Myślałam, że kryzys powoli mija... Niestety się pomyliłam... Dzisiaj wróciłam z próby, patrzę mama siedzi na tapczanie i płacze... Ojciec znowu zrobił awanturę... Dobrze, że mnie w domu nie było, bo mogło to się skończyć tragicznie... W poniedziałek wyprowadzam się z domu, ale przed tem idę na rozmowę do pedagoga... Trudno.. Jeśli rodzice nie potrafią rozwiązać problemu, to ja im w tym pomogę... Sama go rozwiążę, ale na odbudowanie naszych relacji będzie już za późno. Niestety... komentarze: 3 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-22 19:00 Pustka Brak jakichkolwiek chęci do robienia czegokolwiek... Czego chcieć więcej? Uczennica, która zawsze miała sama 5 i 4 teraz spadła na 3 i niżej... I to nie jest wpływ "złego towarzystwa". NIc z tych rzeczy. Po prostu... Straciłam umiejętność uczenia się... A najgorsze jest to, że jest to ostatnia klasa gimnazjum i jeśli spadnę na ocenach, to nie dostanę się do liceum, a jak się nie dostanę do liceum, to się załamię. A jak się załamię to... Oto jest bardzo ładnie zobrazowana reakcja łańcuchowa, tzw. efekt "domina", gdzie nieleczona depresja przeradza się w walkę o każdy kolejny dzień mojego życia... komentarze: 3 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-19 22:51 To ciągle wraca... Dlaczego? Niby w ciągu dnia wszystko jest ok... Nawet czasem udaje mi się uśmiechnąć... Ale kiedy tylko nadchodzi wieczór ogarnia mnie autoagresja.... Chciałabym sobie coś zrobić... Pozbyć się sama siebie. Odchodzą chęci do życia... Chciałabym jak najszybciej zasnąć... Obudzić się, kiedy nastanie nowy dzień, aby znów rzucić się w wir zajęć... Dzień się kończy, ogarnia mnie melancholia, nachodzą mnie lęki... Chcę zasnąć, ale nie mogę... Usypiam grubo po północy, budzę się wcześnie, około 5 rano... Mało jem... Mało śpię... Efekt: w ciągu tygodnia schudłam ponad dwa kilo... Nie jest źle, mogłoby być lepiej... Jutro do szkoły... Aby przetrwać.. Aby nie dać po sobie poznać, że coś się dzieje... Dlaczego to wszystko ciągle wraca, jak echo złej przeszłości, która nadal trwa, która jest moją teraźniejszością?! komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-18 15:00 Pożegnanie z życiem... Ostatnio wiele nad tym myślałam... Nie chcę odchodzić... Nie chcę odchodzić, bo mam marzenia, które chciałaby, zrealizować... Ale życie mnie pcha w objęcia śmierci. Czy jest to jakieś wyzwanie? Próba mojej wytrzymałości psychicznej? Nie wiem... Ale chciałabym wiedzieć... Jest to teraz jedyne pragnienie moje: dowiedzieć się, dlaczego życie mnie tak ciężko doświadcza? Czy ma to być zahartowanie mojej duszy przed jeszcze gorszą przyszłością?? komentarze: 2 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-16 16:42 nO i mam lipę... ... chyba.. Wczoraj znów cały wieczór wysłuchiwałam bajeczek, jaka to ja niedobra, jaka zła, podła, leniwa, krnąbna i wiele takich... Oczywiście od kogo?? Od MAMUSI... Ja ta kobieta mnie nienawidzi... Powiedziałam jej, że gdyby wiedziała CO wyrośnie z jej łona, to by TO albo usunęła albo po urodzeniu oddała. Oczywiście-nie zaprzeczyła a nawet... po cichu powiedziała "z miłą chęcią" czy jakoś tak... A dzisiaj... Chodziłam struta po szkole... Cały czas się zastanawiam, jak to możliwe, że moi starzy mnie tak nie cierpią... nO i tak sobie siedziałam pod salą i myślałam i przyszła jedna kolesia ode mnie z klasy, zaczęła się do mnie pluć, że łażę jak śpiąca królewna, że nie można się ze mną dogadać i takie tam. W końcu mi nerwy puściły i zaczęłam się na nią drzeć, że to nie ona musi wysłuchiwać, jaka jest do niczego, jaka jest niepotrzebna, że to nie jej brat jest pupilem rodziców i że to nie ona ma za sobą dwie nieudane próby samobójcze. I jak to się potocznie mówi, strzeliłam sama sobie samobója. Akurat przechodziła obok moja wychowawczyni i wszystko słyszała... Matko, jutro znowu zacznie sie jazda... Boję się myśleć... Najgorsze jest to, że boję się dalszego życia i przed śmiercią mam duży lęk... I co ja mam teraz zrobić ?! komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-14 15:02 Pracuję nad sobą... A przynajmniej się staram. Skoro zostało mi jeszcze te kilka lat życia... Może kilkanaście... Może kilkadziesiąt... Muszę je jakoś wykorzystać... Chociaż jeszcze nie wiem jak. Na razie szukam... Wczoraj mnie bardzo bolała głowa. Nie wiem, czy już tu to pisałam, ale od siódmego roku życia, czyli już jakieś 9 lat, cierpię na migrenowe bóle głowy. Paskudne choróbsko, chociaż może by było mniej uciążliwe, gdyby lekarze zareagowali we właściwym czasie. Początkowo mówili, że jak zacznę dojrzewać, to mi przejdzie. Potem mówili, że jak skończę dojrzewać to mi przejdzie... A teraz? Nie ma wymówki... Że dojrzewanie, że taka moja natura. Nie ma. Musieli jednoznaczenie przyznać, że to migrena i tylko leki są tu w stanie pomóc. Ale powinnam iść na gruntowne badania do neurologa. Tego z kolei nie chce moja mama. Mówi, że i tak nic mi nie pomoże, tylko przypisze mi leki... Muszę iść do rodzinnej po receptę na Divascan, ale nie mam na to czasu. Szkoła, praca, obowiązki, jakieś inne zajęcia pozaszkolne... Już teraz mam za dużo na głowie. Mam 16 lat, a grafik mam zapełniony jak stary biznesman... Uhh... Ostatnio miałam spotkanie do bierzmowania... I przemyślałam wiele rzeczy. Ostatnio więcej się modlę.. Nie na zasadzie Ojcze Nasz, tylko siadam sobie przy stole, czy na łózku i w myślach opowiadam Bogu o moich uczuciach, o tym co mnie spotkało, co mnie spotkało dobrego, co mnie zasmuciło... Nie zastępuje to rozmowy z drugim człowiekiem, ale jest jakoś lżej. Dzisiaj byłam u spowiedzi, od razu zrobiło mi się lżej na duszy... Zaczęłam śpiewać w młodzieżowej parafialnej scholi... Ta jedność ludzi... Czuć bliskość Boga... Nie poznaję sama siebie... I chyba największa zmiana, której nie rozumiem: staram się nie kłócić z rodzicami... Trzymam to wszystko w sobie, potem mówię o tym Bogu, ale nie kłócę się z nimi... Jak mówią, że jestem gówniara, to im przytakuję, jak mówią, że wszystko źle robię, mówię, że wiem, że nie jestem doskonała i tak dalej... NIe wiem, dlaczego tak się dzieje. Nie rozumiem tego, bo to się dzieje niezależnie ode mnie, ale jest to chyba dobre i nie będę z tym walczyć... komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-12 13:45 Brak weny? Czy brak słów?? Ja nie wiem... Nie wiem, co mam napisać, nie wiem, co mam robić... Tak szczerze, to nie wiem nawet, bo mam czuć. Naprawdę. I nie dlatego, że jestem jakąś j.e.b.a.n.ą histeryczką czy kimś takim. Po prostu życie za bardzo jest skomplikowane, za wiele mnie już złego spotkało, i chociaż wierzę, że może kiedyś będzie lepiej, to na chwilę obecną wszystko się sypie. TaK: Wczoraj byłam na imprezie klasowej. Wynajęliśmy lokal i ogólnie było dobrze. Fakt, że ktośukradł jednej dziewczynie cztery piwa, ale pomijając to, było sympatycznie. Do czasu. Potem porobiły się grupki, jedna ekipa zaczęła chlać wódę (inaczej się tego nie da określić). Pomimo, że miałam czas do północy, zadzwoniłam po taksówkę już po 22.00, bo zaczęło się robić nieciekawie. Dzisiaj się dowiedziałam, że ktoś ukradł mojej kumpeli kartę od aparatu cyfrowego, a jeden chłopak powiedział, że miło się zrobiło dopiero jak większość się rozeszła do domów i zostało około 6 osób. Miło. A dzisiaj? Dzisiaj byłam w kościele, to za to dostałam opierdol (przepraszam) od starego, że się szlajam niewiadomo gdzie. No do jasnej choley, no!! Wychodzi na to, że: nie mogę chodzić do szkoły, bo nie ma kto zrobic obiadu, jak mama jest w pracy, nie mogę nic w domu robić, bo wszystko robię źle, nie mogę o nic prosić, bo zostaje mi to wypomniane przy najbliższej nadarzającej się okazji, nie mogę chodzic do kościoła, bo się szlajam, nie moge się uczyć, bo nie ma ze mnie żadnego pożytku, bo tylko siedzę w książkach. Kiedyś nawet usłyszałam... Przez przypadek, że... Boże, dlaczego mnie tak ciężko doświadczasz?? Że jakby mnie nie było, to by rodzice mieli mniej wydatków... Nikt sobie nawet nie zdaje sprawy, jakbym chciała się nie przejmować tym wszystkim, żyć beztrosko... Ale niestety to jest, przynajmniej nierealne... PS: przepraszam za przekleństwa, ale inaczej się tego chamstwa nie da określić i wyrazić... POZDRAWIAM ;* komentarze: 2 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-10 16:36 Ehhh.... kOlejny dzionek minął... Dzisiaj pisałam sprawdzian z niemca i poszedł mi jako-tako. Jakby było 3 to bym się cieszyła... I tak też powiedziałam mojej koleżance:"Że jak dostanę 3 to pójdę na kolanach do Cżestochowy". Ona zaczęła się śmiać, ale nie zauważyłam, że w sali jest moja nauczycielka od niemca i wszytko słyszała. Potem powiedziała, że wcale by się nie zdziwiła, gdybym rzeczywiście miała iść na tą 'pielgrzymkę'. No i jeszcze... bUu... Moja przyjaciółka powiedziała, że chce porozmawiać z moja wychowawczynią, żeby porozmawiała z moimi rodzicami, bo znów zaczynam się dołować... Ale to już też załatwiłam i nie będzie żadnej rozmowy ani z wychowawcą ani z rodzicami. Jak na razie wszystko mi się udaje tuszować... Tylko ciekawe, co będzie, jeśli już mi się przestanie udawać... Wolę nie myśleć :(( komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-09 19:07 Beztalencie... Ja nic nie potrafię ;/ Boże... Dlaczego jestem taka do niczego?? Dzisiaj po raz kolejny zawiodłam czyjeś oczekiwania... Miałam Konkurs Ortograficzny... Przeszłam eliminacje szkolne, dostałam się do etapu międzygimnazjalnego i co? Moja polonistka powiedziała, że na pewno dam sobie radę na tym teście a tu co? NIC. Nie udało się... Tak mi z tym źle, że nie zajęłam żadnego miejsca... Że znowu mi się nie udało.. Że znów zawiodłam... Pomimo, że się starałam.. Bardzo się starałam... Po raz kolejny dochodze do wniosku, że jestem do niczego... Wszystkich zawodzę, chociaż tak bardzo się staram robić wszystko dobrze.... Dlaczego?? Dlaczego nic mi nie wychodzi... Z każdą porażką coraz bardziej nie chce mi się żyć... Z każdą porażką coraz bardziej chcę sobie coś zrobić... Żeby ulżyć i sobie, i innym... komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-08 14:21 Nie będę palić ! Eee.. Nie wiem, co napisać... Chyba głupio mi przed samą sobą... Rozwala mnie cała ta sytuacja. Tak: paliłam już kiedyś, paliłam w wakacje, i był luz. Nic mi nie było... I nawet mi się podobało... Ale wczoraj po szkole poszłam z kumplami z klasy zapalić i... O fuujj... Kolega dał mi jakąś fajkę, wzięłam, zaczęłam palić, ale mi nie smakowała... Blee... Niedobre to cholerstwo jak nie wiem... W życiu nie paliłam takiego syfu ;/ A do tego potem kręciło mi się w głowie.... Dzisiaj się pytałam, co za świństwo mi dał, a ten do mnie text: Chciałaś szluga, to dostałaś, a teraz się zastanów czy palenie jest takie fajne.... CHolerka nO... Co tO ma znaczyć?? Bez względu na wszystko: obrzydził mi papierosy na całe życie... Już nigdy więcej tego syfu w ustach ;/ Wczoraj dowiedziałam się, że przeszłam szkolne eliminacje w konkursie ortograficznym i jutro mam już konkurs miejski. Bomba. Grałam mecz w siatkówkę i... No cóż. Jeden mecz wygrałyśmy drugi przegrałyśmy. Ale w ogólnej klasyfikacji jesteśmy na 2. miejscu. Nie jest źle. Dzisiaj Dzień Kobiet... Dostałam tulipana od kolegów z klasy... Brat złożył mi życzenia, dwaj koledzy złożyli życzenia, a mój ojciec... Wybrechał mnie, jak zobaczył, że dostałam kwiatka... Jak ja go nienawidzę... Wrrr... komentarze: 2 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-06 14:31 nOo... Podjęłam ważną decyzję... ...Ale niekoniecznie mądrą;) Więc od początku. Byłam dzisiaj u pani pedagog, rozmawiałam i powiedziałam, że podjęłam decyzję, co do tego, jak mam postępować z rodzicami. Postanowiłam, że postaram się z nimi zbyt nie kłócić, ale też i nie dawać sobie wejść na głowę. Po za tym, nie będę się przejmowała ich zaczepkami, typu, żę nic nie robię w domu, bo to nieprawda. Do pełnoletności zostały mi 2 lata, do matury 3... Za trzy lata wyjeżdżam na studia, daleko od domu i wtedy już naprawdę będzie mi latało, co rodzice mają do mnie. nO... I jeszcze: znalazłam nowy sposób na wyładowanie swojej energii i złości. Samookaleczać się nie mogę, bo ponieważ, jasna sprawa, zaraz wszyscy by się czepiali znów by były rozmowy u pedagoga. Po Co? No... Wysiłek fizyczny-odpada, bo mam migrenę i nie mogę się przemęczać, bo mnie potem głowa boli tak, że najchętniej bym ją odcięła.... Więc co jest najlepszym sposobem ?? No.. Jak człowiek jest zdenerwowany, to najczęściej sięga po... papierosy... Tak, wiem, że to nie jest zdrowe i że na dobre mi to nie wyjdzie, ale ja ciągle szukam... A jak na razie spotkałam na drodze paczkę fajek, której omijać nie chcę, ale chcę zobaczyć, czy da mi to jakąś ulgę... I co do komentarza Nadii: Tak, mama potrzebuje wsparcia, ja o tym wiem... I nie chodziło mi o to, że jeśli ma 40 lat, to sobie sama poradzi. Chodziło mi o to, że jeśli ona, dojrzała, doświadczona kobieta nie daje sobie z czymś rady, to jak ma sobie dać radę 16-letnia dziewczyna... Bo poza moimi osobistymi problemami, mam jeszcze kłopoty rodziców... I teraz mi powiedzcie: czy ktokolwiek dałby sobie temu wszystkiemu radę ??!! komentarze: 2 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-05 16:40 Ja nie wiem, co mam o tym myśleć ;/ Tak... Według wskazań pedagoga szkolnego i wychowawczyni próbowałam rozmawiać z mamą. I cO? NIC. W piątek: powiedziałam mojej mamie, że wiele rzeczy mnie przytłacza, że nie mam z kim tak szczerze porozmawiać, że czuję się samotna, a MAMA powiedziała, że jest jej też bardzo ciężko. Podałam jej jeden, moim zdaniem mocny argument: Mamo, Ty masz 40 ja 16 lat. Czy chcesz, żebym ja w wieku 16 lat przeżywała to, co Ty 40-tu? Czy TY naprawdę nie rozumiesz, że ja już nie wytrzymuję? Już nie potrafię normalnie funkcjonować. Dla mnie już jest nierealne życie normalnej beztroskiej dziewczyny. A mama powiedziała, że jak będę starsza, to sobie będę rządzić, a teraz żebym nie pyskowała. A czy to była pyskówka??!! W sobotę... Była kłótnia. Znów rozmawiałam z mamą... I co? Znów nic. Zaczęła na mnie krzyczeć... Bez powodu. Naprawdę... Powiedziałam, żeby nie krzyczała,a ona: "NIe uciszaj mnie. Jestem dorosła i nie będziesz mnie uciszać. Jestem twoją matką i mam prawo na ciebie krzyczeć " . Kolejne pytanie: Czy rodzic ma prawo krzyczeń na dziecko?? W poniedziałek mam znów porozmawiać z pedagog. Miałam taką nadzieję, że powiem jej, że mi się udało, że rozmawiałam z mamą, że już nie muszę szukać pomocy u obcych... Ale niestety... Kolejny plan legł w gruzach... A miało być tak pięknie... komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-03 20:38 Pierwszy dzień nowego życia... Dzisiaj... Dzisiaj znów rozmawiałam z Wychowawczynią... Teraz już wiem, że zanim zrobię coś głupiego, muszę się nad tym zastanowić... Powiem tak: cięłam się przez prawie rok, jak ktoś się mnie zapytał, czy wiem, co robię, odpowiadałam, że wiem. Że doskonale wiem. Jednak chyba dopiero wczoraj uświadomiłam sobie, a raczej Wychowawczyni mi uświadomiła, co tak naprawdę oznacza cięcie... Oto mniej więcej przytoczone Jej słowa: "Natalia... Jest naprawdę źle. Jeśli ty porywasz się sama na siebie, samookaleczasz się, to jest zły znak, Natalia. Cięcie się jest rozpaczliwym wołaniem o pomoc, sygnałem, że sobie nie radzisz z czymś i nie potrafisz znaleźć pomocy. Jest to poniekąd próba samobójcza. Pomyśl, jeśli ta próba zakończyłaby się "sukcesem", to dzisiaj nie rozmawiałybyśmy tu i teraz, a Trzecia Be ze mną na czele szła by dzisiaj na cmentarz do ciebie. Chciałabyś tego?". I to ostatnie zdanie: Trzecia Be ze mną na czele szłaby dzisiaj na cmentarz do ciebie. Otworzyło mi oczy. Po roku czasu dotarł do mnie sens moich czynów... Szkoda, że tak późno... Ale lepiej teraz, niż miałoby się to skończyć tak, jak to określiła wychowawczyni... Dzisiaj byłam też w kościele na Drodze Krzyżowej... Postanowiłam naprawdę przeżyć ten Wielki Post. Dzisiaj ważyłam każde słowo, dokładnie analizowałam stacje Drogi Krzyżowej i doszłam do wniosku, że Jezus nie umarł za mnie na krzyżu, żeby ja teraz marnowała moje odkupione życie... Niestety... Chyba jest jeszcze za wcześnie, żebym już wszystko miała poukładane w głowie... Potrzebuję czasu... I pomocy... Bo sam człowiek nic nie zdziała.. Potrzebna jest wola Boża i przyjaciele... komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-02 16:21 Dobrze, jest dobrze!! Radość niesamowita!! =] Hmm.. Dzisiaj przyznałam się mojej przyjaciółce, że się pocięłam... Ona wbrew mojej woli poszła do naszej wychowawczyni... Byłam na nią tak wściekła... Prosiłam, żeby to zostało między nami... Ale ona nie posłuchała... Powiedziała wychowawczyni, że mam jakiś problem, i że nie mogę sobie z tym poradzić... Wychowawczyni obawiała się rozmowy ze mną, bo zawsze była skryta w sobie i nigdy nie okazywałam swoich uczuć.. Nie zwierzałam się... Ale podjęła się rozmowy ze mną... I... Sama sie dziwiłam.. Ale otworzyłam się przed nią... Opowiedziałam o sobie, o tym, co mnie dręczy, co mi jest.. Byłam zaskoczona tym, że ona pamięta każde moje słowo.. Każdy gest... Każde zachowanie, którego ja już nie pamiętam... Ale... Przeraziło ją jedno.... Kiedy pokazałam jej sznyty... Jedyne słowa, które zdołała wypowiedzieć to: "Mój Boże...". Rozmawiałam z nią długo... I powiedziała, że porozmawia o mnie z pedagog, żebym nie musiała wałkować tego wszystkiego drugi raz... I już na następnej lekcji przyszła po mnie pani pedagog... Rozmawiałyśmy długo... Bardzo długo... Ale się cieszę... Cieszę się, bo w końcu ktoś mnie wysłuchał, nie potępiał... Nikt mi nie mówił, że coś zrobiłam źle... Po prostu wysłuchał... I doradził... Wygadałam się... Zrobiłam to... Rozmawiałam z wychowawcą... Od jutra zaczynam życie od nowa.... Biała kartka papieru, na której zacznę od nowa zapisywać moją historię... Dziękuję... Dziękuję wszystkim tym, którzy byli ze mną na dobre i na złe... I dziękuję, że mi pomogli przetrwać tę burzę.. Chociaż nie mówię, że wszystko jest OK, to powiem, że jest lepiej niż się spodziewałam.... Dziękuję bardzo za wszystko... I obiecuję, że już nigdy nie popełnię takiego głupstwa, jak teraz... Nie popełnię, bo wiem, że mam ludzi, którzy mi pomogą.... Jeśli tylko o to poproszę... komentarze: 3 Czytaj i dodaj nowy » 2006-03-01 16:42 Nowy miesiąc, nowy dzień, nowe sprawy... I nowe rany... Ale nie będę tego tu opisywać... Po co? Kogo to obchodzi?? Nikogo. Moje życie moja sprawa. Straciłam motywację do nauki... Kiedyś przynajmniej rodziców obchodziło, jak się uczę, a teraz? Teraz wkurzają się, że czasem nie moge im pomóc w domu, bo mam lekcje zadane. Dla kogo mam sie uczyć?? No dla kogo?? Tak, znam to zdanie: "Uczysz się wyłącznie sama da siebie". Ale jeśli mi już nie zależy? I jeśli już innym ni zależy?? Zależy... Nauczycielom... Martwią, kiedy zamiast piątki dostaję tróję... Ale dlaczego się martwią ? A może się tylko z ciekawości pytają, dlaczego ten kujon nie nauczył się na sprawdziam... No... I jeszcze... Wszyscy myślą, że jeśli się modnie ubieram i dobrze się uczę, to nie mam żadnych problemów w domu, z rodzicami. Taaa... Właśnie sie dowiedziałam dzisiaj, że jeśli w jakimś terminie starzy nie uregulują rachunków za mieszkanie, to nas wyeksmitują. QRWA... Jakbym mało miała problemów.. Jakby coś przyszło, że wywalą nas na bruk, to ja bym ze soba skończyła... Na serio teraz mówię, bo takiego wstydu już bym chyba nie zniosła.. Za dużo by tego wszystkiego było, by żyć dalej i starać się zapomnieć... komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » |